po niej nastąpi odprowadzenie na cmentarz.
Siostra Gwidona była człowiekiem pracy i modlitwy. Stanowcza, bezpośrednia, pełna prostoty, wytrwała w pracy, którą wykonywała sumiennie, dokładnie. Bez względu na to, czy była to praca „lepsza” czy „gorsza”, podejmowała ją w duchu zakonnego posłuszeństwa. Ochoczo pełniła prace gospodarcze - patrząc po ludzku można powiedzieć - mało imponujące. Przez te proste czynności, jak powiedział o niej znajomy Kapłan, uświęcała swoje życie.
Po 30 latach takiej posługi podjęła pracę jako zakrystianka w katedrze wawelskiej. Szybko odnalazła się w tym środowisku. Kraków ją zafascynował od strony historycznej. Mając bystrość umysłu chłonęła wiadomości zasłyszane od przewodników, oprowadzających wycieczki po katedrze czy komnatach królewskich, sama zaczęła się z pasją rozczytywać i dokształcać w tym kierunku. Stała się miłośniczką historii. Z czasem pozwalano jej oprowadzać „swoje znajome grupy”. Opowiadała z zaangażowaniem i otwartością, jedna z takich grup (z Ukrainy) przysłała jej potem podziękowanie. Ona sama była szczerze wdzięczna Przełożonym za zaufanie i powierzenie jej takiego właśnie obowiązku, w miejscu posiadającym wielowiekową historię.
S. Gwidona miała łatwość nawiązywania kontaktu. Cieszyła się życzliwością i uznaniem pracowników Zamku Królewskiego i Katedry Wawelskiej. Za doświadczane dobro odwdzięczała się modlitwą. Siostra Gwidona dużo czytała książek o prawdziwej wartości, nieraz trudnych, zadziwiając tym innych.
Jak zgodnie stwierdzają jej Współsiostry, „s. Gwidona była siostrą bardzo rozmodloną. Różaniec był dla niej modlitwą serca, odmawiała w ciągu dnia wszystkie jego części. Gdy była już starsza, często mówiła, że za posługę przy niej, płaci różańcem”. Szczególnie ukochała modlitwę brewiarzową, „nigdy nie opuściła Godziny czytań”.
Siostra odeszła do Pana w pierwszy czwartek miesiąca, dzień szczególnej modlitwy za kapłanów. S. Gwidona przez cale swoje życie modliła się za siostry, kapłanów, wszystkich, których spotykała na swej drodze. Wierzymy, że teraz wstawia się za nami w Domu Ojca.
/s. K.P./